Będzie piąty mecz w finale pierwszej ligi!

Środowe spotkanie w Krośnie przesądzi o tym, który zespół wygra pierwszą ligę koszykarzy i tym samym wywalczy możliwość gry w Tauron Basket Lidze. W czwartym meczu finału Legia nie sprostała Miastu Szkła, przegrywając 54:86. Tym samym w rywalizacji do trzech zwycięstw jest remis 2:2.

news

Zaledwie 17 godzin dzieliło koszykarzy od zakończenia trzeciego meczu finału do niedzielnego spotkania. Sporo pracy w tym czasie mieli zwłaszcza fizjoterapeuci obu klubów, którzy przygotowywali zawodników do kolejnego wysiłku. Trenerzy skupili się nad psychiką i nastawieniem mentalnym swoich drużyn. - Do samego niedzielnego meczu będę starał się budować pozytywne emocje. Oczywiście zrobimy analizę wideo, ale tylko wewnątrz sztabu. Najważniejsze są pozytywne emocje - mówił trener Legii, Piotr Bakun.

W porównaniu do wcześniejszych spotkań finałowych trener Michał Baran zdecydował się na dwie zmiany w wyjściowej piątce. Nie najlepiej dysponowanych w sobotę Dawida Bręka (jedyne punkty dopiero w czwartej kwarcie) oraz Patryka Pełkę zastąpili Dariusz Wyka oraz Michał Baran. Rozgrywający Miasta Szkła rozpoczął mecz od celnego rzutu z dystansu, później dołożył jeszcze jedną trójkę, ale z powodu drugiego przewinienia opuścił parkiet w pierwszej kwarcie.

- Michał Baran bardzo rozsądnie prowadził grę Miasta Szkła. Nie tylko na samym początku trafił do kosza, ale potem mądrze kierował zespołem - przyznał Bakun.

- Eksperyment z grą dwóch wysokich graczy i pojawieniem się Michała Barana w piątce wypalił w stu procentach. Opanowaliśmy deskę w pierwszej kwarcie, to był klucz do wygrania - mówił opiekun krośnian, Michał Baran.

- Wprowadzenie Michała Barana miało na celu uspokoić początkowy fragment gry w naszym wykonaniu. Michał jest bardziej doświadczonym zawodnikiem niż Dawid, który jest bardziej żywiołowy. Wszedł z ławki i super konstruował akcje, ale ten spokój na początku był nam potrzebny. Moim zdaniem te zmiany w składzie, lekko zaskoczyły rywali - stwierdził Oczkowicz

We wcześniejszych meczach finałowej rywalizacji Marcel Wilczek bardzo szybko miał problem z faulami, dlatego początki spotkań obserwował z ławki rezerwowych. Tym razem pozostał na parkiecie dłużej, czego efektem było 6 punktów i 3 zbiórki w pierwszej kwarcie. Legia w połowie tego fragmentu gry prowadziła 14:8, ale im dłużej trwały zawody, tym była mniej skuteczna i przede wszystkim dynamiczna.

- Podobnie jak w drugim spotkaniu w Krośnie zaczęliśmy nieźle. Odskoczyliśmy rywalom na sześć punktów i później coś się zacięło. Najwięcej błędów popełniliśmy w obronie i w tym upatruję przyczyn naszej porażki. W sobotę dobra obrona napędzała nam atak, dzień później tego nie było - analizował rozgrywający Legii, Łukasz Wilczek.

Siłą Legii do tej pory była mądra, nieustępliwa gra w defensywie. Miasto Szkła choć miało problem z umieszczaniem piłki w koszu (w pewnym momencie 4/20 z gry), potrafiło jednak ponawiać akcje, dzięki czemu nie traciło dystansu do rywali. Krótko przed zakończeniem pierwszej kwarty przyjezdni zbliżyli się na odległość jednego trafienia z gry, a później na skutek dobrej obrony zaczęli budować swoją przewagę.

- To było coś strasznego! Nie ma co ukrywać, zagraliśmy źle. Czwarte spotkanie przypominało mi mecz numer dwa w Krośnie. Tamm gdy wyszliśmy na rozgrzewkę, było widać, że coś nie tak jest z zespołem, w Warszawie było inaczej. Wyglądaliśmy dobrze, zmotywowani byliśmy jeszcze mocniej, ale w pewnym momencie pękliśmy - mam na myśli drugą kwartę. Trochę tego nie rozumiem - zastanawiał się trener Legii, Piotr Bakun. - Oddaliśmy zbyt dużo niepotrzebnych rzutów, za mało dzieliliśmy się piłką w ataku. Graliśmy słabo w ataku a później obronie, nie tak jak zwykle chcemy - dodawał szkoleniowiec.

- Wystarczyło w sobotę spojrzeć w oczy chłopakom, aby mieć pewność, że tak łatwo nie odpuszczą finałowej rywalizacji. Za ciężko pracowaliśmy cały sezon na awans, aby teraz wszystko wypuścić z rąk. Znowu obowiązywała zasada: wygraj albo zgiń, tak dosłownie, przecież porażka eliminowała nas z dalszej gry. Szukaliśmy się w ataku, a w obronie graliśmy twardo - deklarował Baran.

- Umówiliśmy się, że gdy zawodnik jest zmęczony, szybko prosi o zmianę, a ja rotuję składem. Zwykle nie wprowadzam w jednym momencie więcej niż dwóch graczy, ale w Warszawie było inaczej, to zawodnicy decydowali kiedy opuszczają parkiet - przyznał szkoleniowiec.

Spory udział w zmianie wyniku miał Patryk Pełka. W ważnym fragmencie drugiej kwarty podkoszowy Miasta Szkła potrafił zdobyć punkty po swoim niecelnym rzucie wolnym, a kilka chwil później zablokować Grzegorza Kukiełkę, którego trafienia mocno przyczyniły się do dwóch finałowych zwycięstw Legii. Od wyniku 20:19 dla Legii, szybko zrobiło się 22:30. Ogromne znaczenie miała w tym miejscu walka pod tablicami. W całej pierwszej połowie krośnianie zebrali aż 11 piłek pod koszem rywali, otrzymali też solidne wsparcie ze strony zmienników. Rezerwowi drużyny z Podkarpacia w całym spotkaniu rzucili 31 punktów z czego 18 w pierwszych dwóch kwartach. Zmiennicy Legii 14, ale tylko 2 w pierwszej połowie.

- Krosno miało możliwość ponawiać zbyt wiele akcji. Proste elementy zdecydowały o ich wygranej. Mam w pamięci akcję, gdy Dariusz Oczkowicz rzucał za trzy, nie trafił, ale po zbiórce w końcu umieścił piłkę w koszu po rzucie z dystansu. Podobnie Patryk Pełka, nie trafił wolnego, lecz dobił po zbiórce w ataku. To są detale, które składają się na całość - zauważył Bakun.

Do przerwy Miasto Szkła, które do sobotniego meczu finału nie przegrało ani jednego meczu na wyjeździe, prowadziło 41:28 i jeśli Legia chciała coś zmienić w tym starciu, musiała szybko odrabiać straty. Trzecią kwartę rozpoczęła jednak źle, bo od wyniku 0:8. W 28. minucie najlepszy zespół rundy zasadniczej prowadził 65:38 i było po meczu.

Legia w całym spotkaniu straciła porównywalną do wcześniejszych spotkań liczbę piłek, o wiele rozważniej zagrali jednak krośnianie. W sobotę Miasto Szkła popełniło aż 21 strat - najwięcej od listopada 2015, dzień później 8.

- Parę razy ukaraliśmy ich po akcji pick and roll w trzeciej kwarcie, po której tak naprawdę zakończyło się spotkanie - stwierdził trener Miasta Szkła.

- Szczególnie w finale jesteśmy dziwną drużyną. Do tej pory nie zdarzały nam się tego typu przestoje w ataku. W sobotę nie byliśmy drużyną, kompletnie nie kleiła się nam gra w ataku. Próbowaliśmy izolacji, które do tej pory wykorzystywaliśmy w mniejszym wymiarze. Minęło mniej niż 24 godziny, a było zupełnie inaczej. Dzieliliśmy się piłką, mieliśmy decyzyjność rzutową. Skuteczność co prawda nie była na najwyższym poziomie, ale hartem ducha potrafiliśmy przeciągnąć mecz na swoją stronę - mówił MVP sezonu zasadniczego, Dariusz Oczkowicz.

- Musimy na spokojnie obejrzeć mecz i wyciągnąć konstruktywne wnioski. Mam nadzieję, że utrzyma się seria, że pierwsze mecze w tej rywalizacji należą do nas. Chcemy świętować awans w Krośnie - deklaruje Wilczek.

- Zrobimy wszystko, dosłownie wszystko, aby finał rozstrzygnać na swoją korzyść w środę. Tu nie będzie myślenia, kalkulowania. Delikatna przewaga psychologiczna jest po naszej stronie, ale to nic nie znaczy. Decydujący mecz wygra zespół, który szybciej opanuje nerwy i zostawi serce na boisku. Mam nadzieję, że piąty mecz będzie podobny do tego czwartego. Wygrać w Krośnie i awansować do ekstraklasy to byłoby coś wspaniałego. Jestem spokojny o frekwencję, będzie nadkomplet ludzi - zapowiada Baran.

- Znowu mamy przewagę parkietu, ale to nic nie znaczy. Piąty mecz będzie decydował się w głowach. Takich spotkań nie wygrywa się taktyką, tylko sercem i wolą walki - kończy Oczkowicz.

Adam Wall

 

Wynik czwartego meczu finału
(do trzech wygranych)

  • 1 Liga Mężczyzn
  • 15.05.2016 13:00

Legia Warszawa

54 : 86

Miasto Szkła Krosno

Stan rywaliacji - 2:2. Piąte spotkanie odbędzie się w środę w Krośnie.

udostępnij