Legia wygrywa w Łańcucie, Krosno nadal niepokonane

Solidnie za sobotnią porażkę w Łańcucie zrewanżowali się koszykarze stołecznej Legii. W drugiej półfinałowej parze 2:0 dla Miasta Szkła.

 

news

Trafne wnioski z wyraźnej sobotniej porażki w Krośnie wyciągnął GKS Tychy. W pierwszym meczu półfinałowej serii drużyna z Górnego Śląska długo starała się bronić strefą, ale dobrze dysponowani rzutowo rywale już po 30 minutach gry mieli na swoim koncie 14 trójek. Dzień później GKS postawił na indywidualną obronę, maksymalnie starał się też skracać czas wprowadzania piłki na pole ataku.

Początkowo taki scenariusz nie odbijał się na wyniku (17:8 dla gospodarzy w połowie pierwszej kwarty), ale konsekwentni goście zatrzymali w ataku Dawida Bręka (10 punktów na początku meczu), ograniczyli straty i wrócili do gry. W 13. minucie GKS wyszedł na prowadzenie 29:27 i choć stracił je kilka chwil później, do końca spotkania potrafił postawić twarde warunki rywalom.

Do przerwy koszykarze Miasta Szkła prowadzili 44:38 i choć już nie zmniejszyli swojej przewagi, zwłaszcza w obronie musieli sporo się napracować. W obu spotkaniach trzecia kwarta należała do doświadczonego Dariusza Oczkowicza. MVP rundy zasadniczej w sobotę w tej części spotkania uzyskał 14 punktów, dzień później 11. Bohaterem zawodów był jednak Michał Baran, który wszystkie swoje punkty (13), w tym 10 z rzędu, uzyskał w ostatniej kwarcie.

Miasto Szkła w pierwszej połowie trafiło blisko 73 procent rzutów za dwa punkty, w spotkaniu trafiło jednak mniej niż połowę rzutów z gry (48 procent).

Powiedzieli po meczu:

Michał Baran (trener Miasta Szkła): Niedzielne spotkanie to była bitwa, dzień wcześniej nie było prawdziwej koszykówki spod znaku play-off. GKS pokazał duży charakter, bronił bardzo fizycznie. Dwie bitwy wygrane przez nas, ale wojna trwa. Spodziewam się bardzo ciężkich meczów w Tychach, nie na darmo ten zespół znalazł się w czwórce. Żeby wygrać z Tychami musieliśmy się wznieść na wyżyny swoich umiejętności - zwłaszcza w drugim meczu w obronie, gdzie sercem i charakterem zbudowaliśmy przewagę. Jeżeli zagramy dobrą koszykówkę a GKS trochę słabiej, to jest szansa, że do Tychów pojedziemy na jeden mecz, ale przy takiej postawie rywali, przewiduję, że mecz numer trzy będzie niezwykle wyrównany. Nie od dziś mamy problem z rotacją na pozycji numer trzy. Skład był budowany z Krzyśkiem Krajniewskim, ale wobec jego problemów zdworotnych na pozycjach 1-3 zostaliśmy w pięciu małych. Dariusz Oczkowicz ma super organizm, ale nie mogę grać nim codziennie po 30 minut. Widać to było w końcówce trzeciej odsłony, gdy nie dorzucił do kosza, choć mówił, że nie jest zmęczony, a pytałem go o to kilka razy. Pod nieobecność kontuzjowanego Szymona Rducha ciężar zdobywania punktów wziął na siebie Michał Baran i został bohaterem. Wspólnie z Dawidem Brękiem dobrze kierował też grą zespołu. W play-off obowiązuje zasada: wygraj albo zgiń. My wygraliśmy, więc żyjemy.

Tomasz Jagiełka (trener GKS): W drugim meczu postawiliśmy rywalom trudne warunki w defensywie, w sobotę wyglądało to dużo gorzej, o czym świadczy 57 straconych punktów do przerwy. Miasto Szkła dysponuje bardzo dobrymi zawodnikami, dzięki czemu trener Michał Baran ma możliwość nieustannej rotacji składem. Niedzielne zawody to był prawdziwy mecz fazy play-off, dzień wcześniej spotkanie przypominało starcie przedsezonowe, gdzie dominuje atak. Biliśmy się, myślę, że zawody mogły się podobać. Michał Baran wygrał Miastu Szkła mecz w końcówce, ale nie chciałbym więcej mówić o okolicznościach. Mecz numer dwa mocno zmotywował nas do walki, postawimy jeszcze twardsze warunki w Tychach. Będziemy grać po to, aby coś udowodnić sobie, rywalom, ludziom, którzy przewidują, że będzie szybkie 3:0. To nas motywuje. Wiadomo, że Miasto Szkła jest faworytem tej ligi, ale my możemy się postawić.

 

  • Suzuki 1 Liga Mężczyzn
  • 24.04.2016 18:00

Miasto Szkła Krosno

84 : 69

GKS Tychy

Stan rywalizacji - 2:0 dla Miasta Szkła. Trzecie spotkanie 30 kwietnia w Tychach.

 

Max Elektro Sokół w pierwszym meczu półfinałowej serii z Legią prowadził od początku do końca i to mimo zrywu gości w czwartej kwarcie. Niedzielny mecz w Łańcucie również rozpoczął się od przewagi gospodarzy, ale błyskawicznie została ona zniwelowana przez stołecznych koszykarzy. Legia pierwszą kwartę wygrała 21:17 i w kolejnych odsłonach kontynuowała dobrą grę. Zawodnicy Piotra Bakuna wygrali także trzy pozostałe części meczu, momentami osiągając przygniatającą przewagę.

W połowie czwartej kwarty Legia prowadziła nawet różnicą 32-punktów, skutecznie odrzucając rywali od kosza. W całym meczu Max Elektro Sokół trafił tylko 10 z 42 rzutów za dwa punkty, rzadko decydował się też na próby z dystansu, kończąc spotkanie z zaledwie co czwartym trafionym rzutem z gry. Jedynie Adrian Mroczek-Truskowski zakończył spotkanie z dwucyfrowym dorobkiem punktowym.

Dysponująca szerszą i bardziej doświadczoną ławką Legia podobnie jak dzień wcześniej mogła liczyć na Grzegorza Kukiełkę (16 punktów) i Adama Parzycha (15), a także wszechstronność Łukasza Wilczka (5 pkt, 8 asysty i 6 zbiórek).

Dla Max Elektro Sokoła była to jednak z wyższych porażek w historii.

 

  • Suzuki 1 Liga Mężczyzn
  • 24.04.2016 17:30

Rawlplug Sokół Łańcut

47 : 77

Legia Warszawa

Stan rywalizacji - 1:1. Trzecie spotkanie w sobotę 30 kwietnia w Warszawie o godzinie 18.

 

Adam Wall

udostępnij